poniedziałek, 28 stycznia 2013

Rozdział 9.

~oczami Sophie~
Obudziłam się w białym, mocno oświetlonym pomieszczeniu. Ledwo co mogłam otworzyć oczy, wszystko było tak okropnie rażące, że w mojej głowie aż pulsowało. Zerknęłam kątem oka na boki i starałam rozpoznać się rozmazane postacie, siedzące koło łóżka.
-Harry? - mruknęłam cicho, na co usłyszałam cichą odpowiedź twierdzącą. Starałam się usiąść, ale przeszkodził mi w tym porażający ból na dole pleców i bezwładnie opadłam z powrotem na twarde łóżko.
-Gdzie jestem? - szepnęłam cicho, nie mając siły na cokolwiek.
-W szpitalu. - odezwał się Louis. I w tym momencie zaczęłam przypominać sobie momenty ostatnich godzin, dni... albo miesięcy. Autobus, skrzyżowanie, ból... 
-Ile już tu leżę? 
-Na szczęście dopiero drugi dzień. 
-DOP... dopiero? - próbowałam krzyknąć. 
-Tak, dopiero..
-A gdzie Kate? Co się z nią dzieje? Czy ona.. czy ona, no wiecie... 
-Nie, nie martw się, żyje. Leży na tamtym łóżku.
-A jest przytomna?
-Noo boo.. wiesz... ja idę przynieść coś do żarcia. - wykręcił się Lou. Spojrzałam już dość trzeźwo na Harr'ego i ze łzami w oczach zapytałam:
-Styles, powiedz mi, co jest..?!
-Bo.. Tylko obiecaj nie płakać. 
-Postaram się.. - szepnęłam powstrzymując słone kropelki napływające mi do oczu z każdą sekundą.
-Jest w śpiące klinicznej. Było z nią źle. 
-Jak bardzo?
-Złamane kości, krwotok wewnętrzny... - zaczął wymieniać mój towarzysz, a ja płakałam coraz bardziej i bardzie.
-Chciałbym Cię jakoś pocieszyć, ale nie wiem jak.. - posmutniał loczek.
-Uśmiechnij się. - powiedziałam.
-Co? - zdziwił się. 
-Uśmiechnij się. - powiedziałam pewniej i głośniej. - Jak Ty się uśmiechniesz to i ja. - Chłopak wykonał moją prośbę, a ja zrobiłam to samo. Siedzieliśmy tak wpatrzeni w siebie jak w obrazek, kiedy Harry przerwał ciszę:
-Wytłumaczysz mi czemu spotkała mnie taka przyjemność?
-Jaka? - zdziwiłam się.
-Taka, że jak ja się uśmiecham to ty również.
-Bo... bo... ładna dziś pogoda, prawda? - zmieniłam szybko temat. To nie mogło się dziać teraz, nie mógł się dowiedzieć o tym jak bardzo mi się podoba, jak bardzo kocham jego loki, zielone oczy, dołeczki w policzkach... 
-Nie chcesz mówić to nie mów. - zaśmiał się smutno. 
-Hazz, nie o to chodzi. - wplotłam ręce w jego piękne włosy - Chodzi o to, że nie chcę aby to wszystko się tak szybko skończyło, chodzi o to, że nie chcę tego bólu i cierpienia jeśli ty... - wzięłam duży wdech. - Jeśli ty nie odwzajemniasz moich uczuć...
~Zielonymi oczami~
 Leżała na tym smętnym łóżku, w tym absurdalnie białym pokoju i patrzyła się we mnie oczami pełnymi szczęścia i smutku jednocześnie. Dzięki Gemmie potrafiłem myśleć jak kobieta, odczuwać jej emocje. Ale przy Sophie te wszystkie umiejętności znikały. Nie to co ze Swiftówną - wyraźnie poznawałem to obrzydzenie gdy całowaliśmy się podczas sylwestra, a zresztą ta nienawiść była odczuwalna po obu stronach. Odgoniłem od siebie te wspomnienia i wsłuchałem się w głos chorej.
--Hazz, nie o to chodzi. - poczułem jak jej delikatne dłonie dotykają moich loków - Chodzi o to, że nie chcę aby to wszystko się tak szybko skończyło, chodzi o to, że nie chcę tego bólu i cierpienia jeśli ty... Jeśli ty nie odwzajemniasz moich uczuć... - te słowa dały mi wyraźny znak i potwierdzenie na jakiekolwiek uczucie do dziewczyny. - Co masz na myśli?
-Kocham Cię.. - szepnęła prawie niesłyszalnie. -Kocham Cię Harry, i to cholernie. - Wpiłem się w jej delikatne, blade od choroby i bólu usta. Nie obchodziło mnie to czy ktokolwiek jest w pokoju, teraz byłem tylko ja i ona. Teraz była tylko Sophie, a dla mnie - cały świat. Przerwaliśmy pocałunek i patrzyliśmy na siebie z radością i miłością. Nasz oczekiwany przeze mnie od 4 dni moment przerwał Niall. 
-Zakochańce. - powiedział ze łzami w oczach i podbiegł do łóżka obok mojej księżniczki. 

~oczami Horana~

Nie mogłem patrzeć na tą smutną, grobową minę Kate. Jej blada cera była przerażająca, a podkreślały ją brązowe włosy opadające delikatnie na jej ramiona. Była taka biedna, tak bardzo chciałem ją przytulić, pocałować, powiedzieć jej jak mocno ją kocham i usłyszeć to samo. Jestem uczuciowy, to prawda, ale teraz - bałem się. Jej roześmiana twarz w każdym momencie mogła zamienić się na tą - smutną i przygnębiającą.
Mojego doła powiększył jeszcze widok Sophie i Harolda. Ona nareszcie się obudziła i wyglądało, że powiedzieli sobie swoje uczucia, które na ich szczęście były zgodne. Wbiegłem do sali, ze łzami oczach, kórych nie chciałam pokazywać przyjaciołom, dlatego podpełzłem od razu do łóżka brunetki w śpiączce. Przytulałem się do niej, szeptałem jej do ucha czułe słówka, aż w końcu wstałem i krzyknąłem ile sił w płucach jak bardzo ją kocham. Loczek i jego dziewczyna patrzyli się na mnie z uśmiechem, a mi leciały łzy. Razem z zielonookim zostaliśmy w szpitalu, aby z samego rana udać się do lekarza i zapytać się o stan zdrowia naszych ukochanych, ale takich odpowiedzi, jakie usłyszeliśmy, nigdy się nie spodziewaliśmy. 

_________________________________________________________________________________
Nalesnikuu mój drogi. Mówisz - masz. Jest kolejny rozdział, mam nadzieję, że bardziej emocjonujący i ciekawszy niż poprzedni. Dostałam nagłego ataku weny, i cóż... jak można było tego nie wykorzystać! Dziękuję za to, że jesteście. Kocham Was i pamiętać - CZYTASZ = KOMENTUJESZ !! :) //Niazza


3 komentarze:

  1. Świetne, piękne.<3 Krótkie ale zajebiste *.* Najlepsze opowiadanie jak można się popłakać ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham.♥ Next please.♥
    Zapraszam : http://reason-to-smilex.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzieki :)
    Ale kurde! Przerwac w takim momencie??!! Dziewczyno TY uczuc nie masz !!
    Nie no żrcik ;p
    Rozdział swietny, ale nie uwazasz, ze TO wszystko dzieje sie troche za szybko?
    Pozdrawiam i zycze weny!
    -Nalesnik Mmm...

    OdpowiedzUsuń