~Niall~
-Kate, nie wiem jak mam Ciebie przeprosić. Jesteś piękna i cudowna, ale to Amy zawładnęła moim sercem. - powiedziałem w stronę stojącej przed wielkim urwiskiem dziewczyny. Nagle cała okolica z kolorowego, kwiatowego krajobrazu przeistoczyła się w szarą i ponurą zapadlinę. Dookoła roztaczał się nieprzyjemny swąd martwego zwierzęcia, a z drzew zamiast żywicy spływała krew. Wstałem i podszedłem kilka kroków do patrzącej w dół Kate. Dotknąłem jej nagich pleców, aby się odwróciła, jednak zamiast niej zobaczyłem czarną twarz, z czerwonymi, wyłupiastymi oczami, która ciągle powtarzała słowa "Nie kochasz mnie, nie kochasz mnie, nie kochasz mnie". Wyrazy te, tak krótkie i niby nic nie znaczące, zadawały mi wiele bólu i przykrości, tak, że zaraz upadłem na kolana.
-Ale kochanie, ja Ciebie kocham, tylko Amy jest tą jedyną. - po tym zdaniu czarna postać skoczyła w denną otchłań, a oczy zaszły mi mgłą. Stałem się demonem, który zupełnie niechcący zabił duszę dziewczyny znaczącej dla niego wiele. Zbyt wiele.
-NIALL, PRZESTAŃ, NIALL! KOCHANIE, WYBACZAM CI, ALE PRZESTAŃ! - szturchała mną delikatnie Kate. Obudziłem się cały spocony, ledwo łapiący powietrze. Musiałem zasnąć razem z brunetką, kiedy chłopcy zamknęli nas w pokoju. Usiadłem na brzegu łóżka patrząc na dziewczynę. Dotarło do mnie ile mogłem stracić.
No właśnie - mogłem. Nie wiem czy mogę użyć tego czasownika w przeszłej formie, bo jeszcze nie rozmawialiśmy. Teraz wiem tyle, że chcę się z nią przyjaźnić. I ponownie - no właśnie. Przyjaźnić czy być? Na razie tylko to pierwsze, bo nie mam zamiaru ponownie ranić. Sen, a właściwie koszmar, dał mi dużo do myślenia, a szczególnie w kwestii "bawienia się" czyimiś uczuciami.
-Jak to mi wybaczasz? - zachrypiałem niegłośno.
-No bo krzyczałeś, że przepraszasz... - mruknęła niepewnie. - I myślałam, że nie śpisz.
-Krzyczałem, bo miałem koszmar. Koszmar był z Tobą w roli głównej. Ale powiedziałaś, że wybaczasz tylko dlatego, żebym przestał krzyczeć czy rzeczywiście...?
-Emm... Ja... Może zrobię nam śniadanie. - wywinęła się od odpowiedzi dziewczyna słysząc burczenie w moim brzuchu.
-Jasne, idź. - powiedziałem, ale ona już tego nie dosłyszała, gdyż zniknęła za drzwiami. Postanowiłem nie przejąć się zbytnio sprawą z kilku minut i wykonać normalne poranne czynności. Tak jakby nic się nie zmieniło w moim życiu. Tylko ciekawe czy będę w stanie okłamywać sam siebie?
Ześlizgnąłem się z łóżka i niezbyt płynnym krokiem wyszedłem z pokoju. Wychodząc na korytarz prawie się z kimś zderzyłem.
-Stary, i jak? - zapytał mnie Liam. Wzruszyłem tylko ramionami.
-Gadaliśmy, ale na razie nie jestem pewien czy jesteśmy pogodzeni czy nie. W każdym bądź razie, jest lepiej.
-To dobrze. - puścił mi oczko, po czym wziął głęboki wdech. - A ja dzisiaj mam poznać rodziców Dani i jestem tak cholernie spięty, że nawet na castingu do x-factora tak się nie bałem.
-Będzie dobrze. - poklepałem go po plecach. - Dobra, idź już, a ja muszę się ogarnąć i coś zjeść. Powodzenia.
-Dzięki, see ya.
Rozmowa z chłopakiem dała mi dużo pewności siebie i ukazała, że nie tylko ja mam problemy. Liam był spoko i to chyba z nim najlepiej się dogadywałem z zespołu. Nie byliśmy jak sławny Larry Stylinson, nie. Byliśmy po prostu Niam Hayne.
Wchodząc do mojego zielono-biało-beżowego pokoju od razu rzuciłem się na wygodne łóżko.
Mógłbym leżeć tam wiecznie, jednak po kilkuminutowym odpoczynku podniosłem się i wraz z wcześniej wybranymi ubraniami poszedłem się wymyć.
~Sophie~
Wstałam o dosyć wczesnej godzinie, ponieważ słońce dopiero wschodziło. Byłam wtulona w mojego małego dzieciaka słodko śpiącego na narożniku kanapy. Nie chcąc go budzić zsunęłam delikatnie rękę, jednak moje zamiary nie powiodły się i lokers chwycił mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
-A gdzie się panienka wybiera? - mruknął mi w ucho całując je.
-Do kuchni. - zaśmiałam się.
-A w jakim celu?
-A po to, żeby zrobić mojemu panu śniadanie. - pocałowałam go w czubek nosa i wyswobodziłam się z objęć.
-A jeżeli Twój pan chce sam zrobić śniadanie dla swojej królowej? - Styles uniósł jedną brew i zrobił komiczną minę.
-W takim razie, królowa nie zaprzecza i idzie się przyszykować do spożywania posiłku ze swym jakże przystojnym panem. - krzyknęłam wchodząc po schodach do swojego pokoju, ale nie otrzymałam już odpowiedzi. Przeczesałam palcami włosy i stanęłam przed szafą wybierając odpowiednie ubrania.
Po dłuższej chwili zastanawiania się zgarnęłam zestaw i poszłam do łazienki. Zerknęłam na moje odbicie w lustrze. Wyglądałam szkaradnie, zresztą - jak zwykle. Nie należałam do osób posiadające duże ego i wysoką samoocenę. Zmieniłabym w swoim wyglądzie wiele rzeczy i nawet myśl, że jestem dziewczyną Harry'ego nie przekonywała mnie o moim pięknie. Niesfornie opadające mi na twarz włosy zgarnęłam w wysoki kucyk i już miałam się rozbierać kiedy ktoś mi przeszkodził.
-Kochanie, przepraszam, ale ubierz się dzisiaj jakoś bardziej wyjściowo, ok? - mrugnął w moją stronę i równie szybko co się pojawił zniknął.
-Ah, ten Styles. - pokręciłam z niedowierzaniem głową i weszłam pod prysznic. Małe kropelki spadające z słuchawki prysznicowej przyjemnie muskały moją skórę rozluźniając ją.
Nie wiem czemu, ale zawsze biorąc prysznic rozmyślałam o życiu, o codzienności, o zmianach. Nigdy nie myślałam o przeszłości czy przyszłości, ponieważ nie warto żyć złymi rzeczami ani planami, które mogą nas potem zawieźć. Tym razem było podobnie - myślałam o tym co jest. O tym jak bardzo jestem szczęśliwa z Harrym i o moich znajomościach. No właśnie, znajomościach. Nie wiedziałam nawet co się dzieje z Kate. Od jej wyjścia ze szpitala wcale się nie widziałyśmy, a co najgorsze - nawet nie gadałyśmy. Bałam się tego, że przez nasze związki z chłopakami nasza przyjaźń ucierpi i zdałam sobie sprawę, że to powoli zaczyna się dziać.
Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi i stłumiony krzyk Hazzy. Informował mnie, żebym już kończyła, ponieważ śniadanie jest prawie gotowe. Niespiesznie wyszłam spod prysznica i narzuciłam na ramiona ręcznik. Po dokładnym wytarciu się z wody ubrałam się w przygotowany wcześniej zestaw, jednak szybko przypomniałam sobie, że Hazz prosił mnie o inny ubiór, tak więc nałożyłam tylko bieliznę i opuściłam pomieszczenie. Ponownie skierowałam swoje kroki do szafy i ponownie stałam przed nią, nie mając pojęcia co założyć. Zdecydowałam się jednak na dosyć dziewczęcą sukienkę i dobrałam do tego dodatki. Ostrożnie zeszłam na dół pokazując się Hazzie.
-Kochanie, wyglądasz pięknie, ale trochę przesadziłaś. - zaśmiał się na mój widok. -Chodź, razem wybierzemy jakiś strój.
Zrezygnowana ruszyłam za nim.
-Co myślisz o tym? - zapytałam się go sięgając po jeden z zestawów.
-Perfekcyjnie. Przebierz się i zjedz śniadanie, a potem lecimy.
-Gdzie lecimy?
-Zobaczysz, teraz rób jak mówię.
-Oczywiście mój panie. - zaśmiałam się i zgarniając ubrania wygoniłam Stylesa.
_________________________________________________________________________________
HEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEJ!
Wróciłam z nowym rozdziałem, mam nadzieję, że się Wam podoba. Powiem, że całkiem długi, jak na mnie :3
PAMIĘTAJ - CZYTASZ = KOMENTUJESZ // Niazza




