Leżałam na łóżku i przyglądałam się skaczącej po całym pokoju Sophie. Była tak podniecona spotkaniem z chłopakami, że nie chciałam jej puścić do domu, bo by całe miasto rozniosła. Zadzwoniłyśmy do mojej mamy, do jej mamy i załatwione- nocuje u mnie. Cały czas obie trzymałyśmy w rękach telefony, z myślą, że może któryś z naszych kretynów zadzwoni. Sophie nie mogła się opanować. Według niej nasze telefony już dawno powinny zacząć dzwonić, dla mnie to było NIE-RE-AL-NE. Przecież minęły tylko 2 godziny od koncertu, a oni też są normalnymi ludźmi - muszą ogarnąć się po koncercie, dojechać do domu, odpocząć, coś zjeść... Byłam przygotowana na to, że w ogóle mogą nie zadzwonić, bałam się jednak o Sophie. Widać było, że ją i Harry'ego coś łączyło, od samego początku, od pierwszego spojrzenia. Przyglądali się sobie uśmiechając się, ona trzepotała do niego rzęsami, a on uśmiechał się szerzej i szerzej.. chwila, moment, stop. Coś dzwoni. Sophie od razu zwariowała i biegała po pokoju szybciej, wrzeszcząc do mnie, żebym wreszcie odebrała ten głupi telefon. Wykonałam jej polecenie.
-Haloo? - powiedziałam leniwie. - Cześć. Tak, jasne .. Aha.. A kiedy? Ok, pasuje, powiedz jeszcze o której godzinie i gdzie. Aha, dobraa. Do zobaczenia. - Sophie patrzyła na mnie, chciała żebym jej powiedziała o co chodzi, kto dzwonił i takie tam duperele które dla niej były ważniejsze od dachu nad głową.
-No, idiotko, powiedz wreszcie kto to był. - nie wytrzymała w końcu i wrzasnęła. Kochałam trzymać ją w niepewności, napawałam się tą niecierpliwością, która ją zżerała. W końcu odpowiedziałam najspokojniej jak potrafiłam .
-To był Niall. - zaczęły się piski, krzyki, skoki, rozwalanie wszystkiego na swojej drodze, jednym słowem - radość. - Dasz mi dokończyć? - Dziewczyna uspokoiła się, jednak jej ciało cały czas drżało, a uśmiech nie schodził jej z twarzy. Wiedziałam, że po dalszych informacjach, wszystkie te czynności wypisane powyżej powtórzą się z nasiloną siłą. - Niall zaprosił nas na spotkanie. Jutro, w parku, o 13.00 . - Moje przewidywania spełniły się. Sophie mało nie zdemolowała mi całego domu . Mama mnie zabije..- pomyślałam. Znałam Sophie od piaskownicy, więc wiedziałam, że żadne działanie typu kazanie jej usiąść i uspokoić się nie zadziałałyby na nią, trzeba było spokojnie wszystko przeczekać. W końcu przyjaciółka walnęła się na kanapę i powiedziała do mnie :
-Wiedziałam.. wiedziałam, że się w nas zakochali.
-Bez przesady, zaprosili nas tylko na spacer i ..
- Oh, dziewczyno ! Ja wiem, że my się im bardzo podobamu, zobaczysz jeszcze. A teraz, pozwól mi pójść do łazienki i trochę się ogarnąć. - Zaraz po tych słowach Sophie zabrała swoje rzeczy i wyszła na korytarz. Słyszałam szczęk przekręcanego klucza w zamku. Oho, mama przyszła, a ja nie zdążyłam posprzątać w pokoju.. Nie można pozwolić jej tam wejść, inaczej po mnie. - krążyły mi po głowie te słowa. Zbiegłam na dół i zobaczyłam rodziców. Przywitałam się, opowiedziałam krótko i szybko jak było na koncercie i wbiegłam na górę. Przedtem musiałam obiecać mamie, że potem zejdę i pogadamy trochę dłużej. Gdy weszłam do pokoju, Sophie jeszcze nie było. Wzięłam w ręce laptopa i siadłam do biurka. Wykonałam podstawowe czynności zaraz po odpaleniu urządzenia : weszłam na facebooka, twittera, włączym you tuba i puściłam 1D. Tonęłam w słowach "Change my mind", ale w oddalaniu się w świat rozkoszy przeszkodził mi dźwięk wiadomości na facebooku. Napisała do mnie moja koleżanka - Amy. Właśnie dowiedziałam się od niej, że follownęło mnie 5 zwariowanych chłopaków, znani są również z nazwy One Direction. Szybko przełączyłam na tt i uśmiechnęłam się. To była prawda, ale zastanawiam się, czemu mnie to nie zdziwiło. Dostałam jeszcze twitta od Nialla :
"@mynameis9889 myślę, że to spotkanie to nie był przypadek...:)"
Teraz na mojej twarzy zagościł banan. Wielki, ogromniasty banan. Nigdy z niczego się tak nie cieszyłam i zastanawiałam się, o co Niallerowi chodzi. A może Sophie ma rację ? Może Niall i Harry rzeczywiście spojrzeli się na nas, a ich serca wyrwały się gotowe za nas zginąć.. Otworzyły się drzwi i stanęła w nich moja tymczasowa współlokatorka, z ręcznikiem na włosach i w piżamie. Uśmiechnęłam się do niej i przekazałam laptopa.
-Masz, teraz twoja kolej szczęścia. - powiedziałam, wzięłam z półki strój i wyszłam. Skierowałam się w stronę łazienki. Nalałam wody do wanny i odpłynęłam. Myślałam, marzyłam, gdybałam..
- Kate, wyłaź już, inni też chcą się wymyć!! - krzyknęła moja mama.
-Ups, przepraszam mamuś.. Zamyśliłam się, już wychodzę ! - jak powiedziałam, tak też zrobiłam. Przebrałam się w piżamkę i popędziłam do pokoju. Szczerze mówiąc to bałam się otworzyć drzwi, bo znając moją przyjaciółkę po zobaczeniu follownięć na tt pomieszczenie w którym miałyśmy spać przeszedł huragan... Nacisnęłam na klamkę i weszłam. Myślałam, że to pokój zastanę w opłakanym stanie, ale to człowiek siedział na łóżku i płakał.. Podeszłam i ją przytuliłam.
-Co się stało? - zapytałam z nadzieją, że to nic złego, tylko chwilowy dół po wielkiej serii radości. Niestety przeliczyłam się..
_____________________________________
Co myślicie? Wiem, że krótkie, najchętniej pisałabym dalej, ale jakaś tajemnica musi być.. :D Czekam na komentarze.. // Niazza PAMIĘTAJ - CZYTASZ= KOMENTUJESZ !!!!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz