środa, 27 lutego 2013

Rozdział 16. "Na której Ci bardziej zależy?!"

~oczami Liama~
Leżała tam, taka biedna, krucha, blada i wpatrywała się we mnie swoimi wielkimi, niebieskimi ślepiami. Nie mogłem uwierzyć, że to właśnie jej stała się krzywda. Nie wiedziałem jaka, ale widać było, że się stała. W końcu, kiedy głośny szloch zamienił się w ciche chlipanie, postanowiłem zapytać się jej o powód.
-Kate, bo...
-Wiem, chcesz wiedzieć o co chodzi. - wzięła głęboki oddech.
-Tylko, jeżeli ty chcesz o tym mówić. 
-Chcę... Wiem, że zrobiłam źle, Liam, wiem! To wszystko przez ludzką głupotę, ale jak się obudziłam, to wzięłam telefon Nialla do ręki i zaczęłam czytać wiadomości z niejaką Amy... I...
-Amy... - walnąłem się otwartą ręką w czoło. - Jak Niall mógł Ci o niej nie powiedzieć?! 
-O co chodzi? 
-Amy, to była dziewczyna Nialla. Są teraz bardzo dobrymi przyjaciółmi. - zacząłem jej wszystko tłumaczyć, jednak nie dane mi było dokończyć, bo ktoś wszedł, a właściwie wślizgnął się do pokoju.
-Hej. - szepnął Niall myśląc chyba, że dziewczyna śpi, ponieważ leżała na boku, odwrócona plecami do blondyna. - Przyszedłem po swój... - umilkł, gdy zobaczył roztrzaskane na kawałki urządzenie, które kiedyś było jego telefonem. 
-Niall, wyjdź. - poprosiłem go grzecznie, ale on zamiast wykonać moje polecenie, oparł się o ścianę i zakrył twarz w dłoniach. 
-Cholera - zaklęła Kate, po czym szybko wstała i nie patrząc na chłopaka z grymasem na twarzy opuściła pokój. 
-Niall, kompletnie zgłupiałeś, prawda?! - wrzasnąłem, kiedy tylko usłyszałem kroki Kate dobiegające ze schodów.
-Nie chciałem, nie pomyślałem... - jąkał się chłopak. -Liam, nie chcę tracić kontaktu z Amy, nie chcę tracić kontaktu z Kate. 
-Na której Ci bardziej zależy?!
-LIAM! - oburzył się Niall. 
-No odpowiedz! - krzyknąłem, jednocześnie błagając. Po chwili ciszy i zastanowienia, dał się słyszeć prawie niedosłyszalny szept Nialla:
-Amy...
~oczami Kate~
Zeszłam na dół, starając się nie sprawiać za dużo hałasu, z dwóch powodów. Po pierwsze nie chciałam, żeby ktoś zobaczył mnie w TAKIM stanie, po drugie wolałam uniknąć niepotrzebnych pytań, typu gdzie Liam albo Niall, czy już wszystko w porządku i tym podobne. Wiedziałam, że moi nowo poznani przyjaciele chcą mi pomóc, ale jednak nie chcę, aby zamartwiali się moimi problemami, a nie lubię kłamać. 
  Mój plan się nie udał. Już za chwilę Zayn, Harry i Louis otoczyli mnie, kiedy chciałam zrobić sobie coś do jedzenia. 
-Mała, nie rycz. - szepnął tą swoją pociągającą chrypką Harry. 
-Nie będę, obiecuję. - uśmiechnęłam się sztucznie i mając nadzieję, że już dadzą mi spokój ruszyłam w kierunku lodówki. 
-Ględzisz. - odezwał się Zayn. -Wiemy, że nie chcesz abyśmy teraz Ciebie pocieszali, dlatego powiemy Ci tylko tyle, że...
-Żebyś poszła się umyć i przebrać! - wrzasnął jak zwykle rozradowany Louis. 
-Lou... - posłał mu mordercze spojrzenie pan Malik. -Chciałem powiedzieć tylko tyle, że jakbyś cokolwiek potrzebowała, to pamiętaj, masz nas, ok? - kiwnęłam głową z prawdziwszym już uśmiechem i wtrąciłam:
-Dzięki za miłe słowa, ale Louis też ma rację. Zobaczcie w jak ja wyglądam... 
-Ładnej kobiecie we wszystkim ładnie. - dał mi kopniaka Styles, tym samym nakierowując mój zacny zad na schody. Stanęłam cicho pod drzwiami, nasłuchując czy rozmowa ciągle trwa. Kiedy już miałam wchodzić, usłyszałam krzyk Liama i zatrzymałam się:
-Na której Ci bardziej zależy?! - za chwilę dobiegł mnie zbulwersowany głos Nialla, a jeszcze potem - cicha odpowiedź. Gdy ją usłyszałam, ogarnął mnie strach, poczucie bezsilności i bezradności. Nadzieja na to, że jestem mu potrzebna prysła jak bańka mydlana. Pomimo załamania, które rozsadzało mnie psychicznie, fizycznie trzymałam się o wiele lepiej, i z opanowaniem postanowiłam wejść do pokoju, po potrzebne kosmetyki, a następnie udać się wymyć. 
________________________________________________________________________________
Hey, hi, hello!
Witam Was z rozdziałem SZESNASTYM. Boziuu, dużo tego się zebrało. 
  Przede wszystkim - mam nadzieję, że ten rozdział skomentujecie również tak samo, jak poprzedni. Nie powiem, te komentarze mnie baardzo zdziwiły, bo zazwyczaj czekałam ponad tydzień na dwie opinie, a tutaj wchodzę i BAM! 2 po niecałej dobie od dodania. Bardzo się cieszę i oby tak dalej! 
  Dodałam dzisiaj nową zakładkę i mam w planach dodać jeszcze dwie - o czym pisałam w poprzednim rozdziale. Mam nadzieję, że będziecie się udzielać, ponieważ myślę, że pytań do bohaterów Wam nie zabraknie! :) 
  Zmienił się również nagłówek na blogu, podoba się? Mam nadzieję, że tak, bo naprawdę nie było łatwo go zrobić. Siedziałam i kombinowałam z rozmiarem, kolorem itp. itd. byleby tylko pasował do strony. 
No to chyba na tyle. Kocham Was, dziękuję i PAMIĘTAJ - CZYTASZ = KOMENTUJESZ. // Niazza

P.S. Jakby ktoś chciał, podaję mojego twittera - @mynameis9889 


wtorek, 26 lutego 2013

Rozdział 15. "Mogę zmoczyć Ci koszulkę??"

 Do wiadomości: w opowiadaniu jest aktualnie 15.02.2013r. :3
___________________________________________
-Przecież chyba znam drogę do własnego domu.
-Jak to do własnego domu?! - spojrzałam na niego zdezorientowana, na co on się tylko uśmiechnął.
-Niespodzianka, niespodziankaa! - wyłonili się zza tylnych siedzeń chłopcy. Byli wszyscy, tylko nie Harry.
-No wiesz, twoi rodzice wyjechali. - zaczął Louis.
-A ty tak rozpaczałaś, że będziesz sama w domu. - zrobił smutną buźkę Zayn.
-Dlatego my postanowiliśmy, że w naszym domu zamieszka jeszcze jedna osoba! - krzyknął uradowany Liam.
-Piesek albo kotek?! Prawda?! - rozmarzył się Lou, po czym wszyscy wybuchnęli śmiechem, jednak Daddy przerwał tą chwilę:
-Dobra cicho, nie rozpraszajmy kierowcy. Niall, cholera, patrz na drogę! Ręce na kierownicy! - pilnował ciągle blondaska Payne.
-Liam, jak się nie zamkniesz, to... - odezwał się żarłok, ale Louis mu przerwał:
-TO NIALL ZABIERZE DANIELLE DO ŁÓŻKA! - wrzasnął na cały regulator, jednak chwilę potem się przymknął ponieważ został spoliczkowany przez Liama. Przez chwilę jeszcze przysłuchiwałam się rozmowom chłopaków, i dostając odpowiedź na pytanie, gdzie leży dom chłopców, położyłam wygodnie głowę na podgłówek i pozwoliłam moim powiekom się zamknąć.

***
Obudziłam się unoszona w czyichś ramionach.
-Witaj księżniczko. - uśmiechnął się do mnie Niall.
-Postaw mnie na ziemię. - mruknęłam cicho, ciągle zaspanym głosem.
-Nie-e. - wystawił mi język. - Nie chcemy, żebyś nam się tutaj wywaliła. 
-Niall, dojdę sama do pokoju...
-Dobra, ale kładziesz się od razu do łóżka. Widzę jak bardzo jesteś zmęczona. - pokiwałam delikatnie głową na znak zgody i popełzłam w stronę... No właśnie, gdzie był mój pokój?!
-NIAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAL!!!!! - wrzasnęłam, chyba ciut za głośno, bo za chwilę usłyszałam trzaśnięcie drzwiami i wychodzącego z nich Harry'ego. 
-Czy Ciebie naprawdę do reszty powaliło?! - wydarł się z równym hałasem co ja, po chwili jednak dodając "kochanie". 
-No! - uśmiechnęłam się szeroko. - To kochanie trochę pomogło. Ale i tak się z Tobą policzę. 
-Ciekawee... - przeczesał palcami swoje loki. - Na razie ledwo co stoisz, idź do pokoju.
-Taki miałam zamiar, tylko... Tak właściwie, to gdzie jest mój pokój? 
-O tam, tam i zobacz wchodzisz tam. Już jasne?
-Ahaa, to ja może sobie tutaj poczekam na kogoś kto potrafi tłumaczyć. - oparłam się plecami o ścianę i kucnęłam. 
-Wstawaj debilko. - kopnął mnie delikatnie loczek, a za chwilę prowadził mnie do pomieszczenia, które miało mi służyć za mój własny, prywatny kącik. 
    W momencie, kiedy Harry zostawił mnie przed białymi drzwiami, nacisnęłam delikatnie klamkę i nie patrząc na moje otoczenie, położyłam się na ogromne łóżko, aby po chwili zapaść w krótką drzemkę.
***
   Obudził mnie głośny dźwięk przychodzącego połączenia, który dobiegał z komórki. Wstałam pospiesznie i robiąc jeden krótki krok, przytrzymałam się poręczy ramy. Następne kroki stawiałam już pewniej, ale wraz nie zdążyłam dobiec do brzdąkającego telefonu. Zdziwiłam się jednak, kiedy uznałam, że telefon nie jest mój, jednak pomimo to wzięłam go do ręki i postanowiłam zobaczyć czyj jest i czemu ciągle dzwoni. 
Na liście kontaktów było wiele numerów, jednak brakowało wśród nich mojego blondaska, więc na logikę przyjęłam, że to on był posiadaczem tego sprzętu. Po chwili przewijania długiej listy zaciekawiła mnie nazwa jednego z kontaktów - "Mój aniołek - Amy". Moje serce przyspieszyło i - chociaż wiem, że nie powinnam - kliknęłam na wiadomości od rzekomej Amy. Prezentowały się one mniej więcej tak:
Mój aniołek - Amy,    15.02. 2013 r. Piątek, godz. 18.30
Hej misiaczku, kiedy będziesz? Dobrze wiesz, że za Tobą tęsknie. Kocham Cię <3 ~Amy

Ja,  15.02.2013 r. Piątek, godz. 18:35
Pysiu, spodziewaj się mnie niedługo. Odwiozłem tą dziewczynę, Kate, ze szpitala, zająłem się trochę sobą i chłopakami, a teraz już do Ciebie biegnę. Całusy do mojej miłości. xx ~Niall

    Po przeczytaniu dwóch sms'ów z impetem rzuciłam telefonem o podłogę. Wiedziałam, wiedziałam, że nie ma czegoś takiego jak miłość od pierwszego wrażenie. Dla Niego jestem tylko "tą" dziewczyną "ze szpitala".
W wyniku mojej furii i zdenerwowania na chłopaku, który robił dobre pierwsze wrażenie poobijałam sobie nogę, ponieważ kopałam wszystko co się dało. Nie przerwało mi nawet wtargnięcie do pokoju niebieskookiego. 
-KATE! - słyszałam głos blondyna i ściski jego wielkich, ciepłych dłoni na mojej talii, próbujących mnie do siebie przyciągnąć i przytulić. 
-Zostaw mnie, pieprzony gnoju! Cholera, nie usłyszałeś?! Masz mnie zostawić w spokoju! - wrzeszczałam miotając się i wyrywając z jego objęć.
-Liam! Zayn! Pomóżcie! - wezwał "pomoc" Niall. Chłopcy znaleźli się na górze w natychmiastowym tempie, a gdy spostrzegli co się dzieje równie szybko zamienili się w skały. 
-Puść... Puść ją... - jako pierwszy otrząsnął się z szoku Liam. -Nie usłyszałeś? Puść! - podszedł i odciągnął ode mnie Irlandczyka, dzięki czemu moje ciało swobodnie opadło na ziemię, przepełnione wielkim bólem, nienawiścią i wyrzutami sumienia. Przez chwilę straciłam świadomość tego, co działo się dookoła. Pozwalałam moim łzom wypływać z oczu, przez co na policzkach tworzyły się małe "ścieżki".
-Nie ma już ich tutaj... - usłyszałam cichy, drżący głos Payne'a. -Wyszli... - po tych słowach rzuciłam się na niego i mówiąc przez łzy wyszeptałam:
-Mo...mogę...Mogę zmoczyć Ci koszulkę??
-Pewnie kochanie, pewnie... Płacz do woli.  - pogłaskał mnie po włosach, a ja zaniosłam się szlochem za jego zgodą.
_______________________________________________________________________________
  HEJ! Wróciłam, po przerwie. Szczerze mówiąc, zastanawiałam się nad zawieszeniem bloga, ale daje mi to za dużo radości, abym tak po prostu to zostawiła. Mam nadzieję, że wy też zaczniecie trochę się udzielać, bo patrząc na liczbę wejść (!!!) prawie wcale nie widać, żebyście czytali. 
  Właśnie - liczba wejść! Kocham Was za to, nie spodziewałam się :3 Pamiętam jak ostatni raz wchodziłam na bloga i miałam coś ponad 600, a tutaj ponad 800, no chyba, że mi się przewidziało, ale mam nadzieję, że nie! :D 
  Co u Was słychać? Ferie się skończyły już u każdego, u mnie dwa tygodnie temu, ale trudno się mówi, mus to mus. Gdyby nie ta szkoła, dodawałabym Wam posty co dwa dni, ale mam różne kary i maaaasę nauki, dlatego prawie wcale nie wchodzę na komputer, a na telefonie nie mogę dodawać ani w ogóle pisać. 
   Jak Wam pasuje długość rozdziału? Wiem, że nie jest perfekcyjny, ale naprawdę nie chciałabym pisać takich beznadziejnych postów, dlatego Wolę Wam pisać coś krótszego i mam nadzieję fajnego.
  I ostatnia rzecz - niedługo powinny pojawić się zakładki "Pytania do bohaterów" , "Wasze One-Shoty (imaginy)" i "Reklamy blogów". Podobają Wam się takie pomysły? 
PAMIĘTAJ - CZYTASZ = KOMENTUJESZ // Niazza


sobota, 16 lutego 2013

Przeczytaj.

Hej!
Jestem w jednej sprawie - komentarze. Czemu tak mało komentujecie? Poprzednie rozdziały- była masa - teraz nie ma nic. Najbardziej zdemotywowało mnie to, że mój kochany Naleśnik nie skomentował rozdziału! Błagaam o komentarze. Prooszę! To jest potwierdzenie dla mnie, że czytacie ten blog. To tyle. Kocham Was. // Niazza

wtorek, 12 lutego 2013

Rozdział 14.

-Louis, Liam, Zayn! - oderwałam się od ciągle zaskoczonego Nialla i podbiegłam do naszych gości. - Co wy tutaj robicie?!
-Przyszliśmy odwiedzić naszą chorą. - pstryknął mi palcem w nos Lou, a ja odwdzięczyłam się mu czochrając jego kudły.
-No i chcieliśmy Ci kogoś przedstawić. - uśmiechnął się cwaniacko Zayn, po czym do sali weszły jeszcze trzy osoby.
-Hej, jestem Danielle, to jest Perrie i Eleanor. - przywitała się dziewczyna Liama.
-Cześć dziewczyny! Miło Was poznać, no wiecie... w realu. - zaśmiałam się, a one mi zawtórowały.
-Ej, my tutaj też jesteśmy. - wyłonili się zza drzwi Hazz i Sophie.
-Hej Soph! - przytuliłam przyjaciółkę.
-Dobra, to my porywamy Twojego kochasia. - odezwał się Louis.
-Jasne, tylko Liam, pilnuj ich. - spojrzałam błagalnym wzrokiem na Payne'a na co on tylko westchnął i teatralnie kiwnął głową. Wychodząc z pokoju, chłopak odwrócił się i spojrzał na Dani i powiedział:
-Danielle, ja pilnuję chłopaków, a ty pilnuj dziewczyn.
-Jasne skarbie. - posłała mu buziaka i z powrotem spojrzała się na mnie.
-Jak Ci się leży w tym szpitalu? - rozejrzała się dookoła siebie El.
-Powiem szczerze, że byłoby fajnie, gdyby nie te wszystkie codzienne badania.
-Niall jeszcze nie zaczął wybrzydzać, że źle tutaj karmią? - spojrzała na mnie z uśmiechem Perrie.
-On ciągle wybrzydza. - parsknęłam śmiechem. - Ale co do kwestii jedzenia, to postanowił przynosić swoje własne.
-To dopiero żarłok. - odezwała się Danielle. Wszystkie się z nią zgodziłyśmy.
-Sophie, a ty już poznałaś dziewczyny? - zapytałam się blondynki.
-A wyobraź sobie, że tak, udało się nam raz spotkać. - mrugnęła okiem w stronę pozostałych. Uśmiechnęłam się tylko i zaczęłam dalej rozmawiać z dziewczynami. 
*parę godzin później*
-HAHAHAHA, PAMIĘTAM TEN MOMENT JAK ŚMIAŁYŚMY SIĘ Z TEGO W DOMU RAZEM Z SOPHIE!! - śmiałam się wraz z dziewczynami. Bardzo przyjemnie mi się z nimi rozmawiało i chyba znalazłyśmy wspólny język. Cały czas rozmawiałyśmy o pasji, którą łączę z Danielle - tańczeniu, oraz o pasji którą razem z Soph łączy nas z Eleanor - modzie. Kiedy te tematy nam się znudziły zaczęłyśmy opowiadać śmieszne sytuacje chłopaków i ogólnie o nich mówić. 
-Dobra, dziewczyny, my tu gadu-gadu, a chłopcy coś długo siedzą na tym mieście. - podrapała się w głowę Danielle i zerknęła na telefon. 
-MATKO! - przeraziła się. - DZIEWCZYNY, MUSZĘ SPADAĆ, SPÓŹNIĘ SIĘ NA PRÓBĘ TAŃCA PRZED X-FACTOREM, ZABIJĄ MNIE!!!! 
-Dan, uspokój się. Jak się człowiek spieszy to się diabeł cieszy. - zacytowałam polskie przysłowie. Dziewczyny spojrzały na mnie pytającą miną. -Ehh, no tak, nie wspominałam. Jestem w połowie polką - moja mama jest z tego kraju, tata natomiast jest Anglikiem. Dobra, ty leć, bo rzeczywiście kiepsko by było jakbyś nie zdążyła. 
-Dobra, biegnę. Kocham Was, przekażcie Liasiowi buziaki i powiedzcie mu, że wieczorem to niego wpadnę. - zgarnęła szybko swoją torbę i płaszcz i ślizgając się wybiegła z sali. 
-Ja też się będę zbierała. - westchnęła El i pocałowała mnie w policzek. 
-Szkoda... - odpowiedziałam. - Cześć, mam nadzieję, że zobaczymy się nie długo! - przytuliłam ją i po chwili jej perfekcyjna sylwetka oddalała się równym krokiem. 
-Ja chyba również pójdę. - wstała Sophie, ale ja natychmiast kazałam jej usiąść. -ŻARTOWAŁAM CZUBIE! - śmiała się blondynka. 
-To tak sobie nie żartuj, już myślałam, że będę musiała siedzieć sama dopóki Ci idioci nie...
-Ładnie to tak mówić o swoich przyjaciołach? - prychnął Harry nonszalancko opierając się o framugę drzwi. Widziałam ten zachwyt w oczach Sophie. Wiedziałam, że nie wierzyła, że rzeczywiście istniało to uczucie pomiędzy nią a tą seks bombą. 
-Kate, nie obraź się, ale my chyba już serio pójdziemy. - mruknęła szybko Sophie i złapała swojego chłopaka za rękę ciągnąc go w stronę wyjścia szpitalnego. 
-Zakochańce. - wkroczył zwinnym krokiem Lou. - Hej mała. Jak się czujesz? 
-Dobrze. - uśmiechnęłam się promiennie. - Nie wiem, czy wytrzymam jeszcze tą jedną noc w tej oazie czystości. Po co oni mnie tu tyle trzymają?!
-Dobrze wiesz, że to dla twojego zdrowia! - gadał Liam, który dopiero co wszedł do sali.
-Liam, nie bądź nudziarzem, przecież młoda się chce bawić i szaleć, prawda? - siadał na taborecie Zayn. Dostawałam już oczopląsu, bo co chwilę kolejna osoba wchodziła do sali i podchodziła do mnie. 
-Prawda, prawda. - mruknęłam. 
-Oj, wytrzymasz jeszcze, ze mną Ci się nie znudzi. - powiedział Niall, dumnie wypinając pierś. 
-SERIO, WIĘCEJ WAS MATKA NIE MIAŁA?! - krzyknęłam na nich ze śmiechem. 
-Jeszcze ja, jeszcze ja, nie zapominajcie o mnie! - wbiegł do sali... Josh Devine! 
-Josh, Kate, poznajcie się. - przytuliłam się do chłopaka, po czym znowu się położyłam i przymknęłam oczy, aby moja lekko obolała głowa przestała mi doskwierać, jednak jeszcze jeden głos zmusił mnie do otworzenia ślepi:
-Znam ten ból, kiedyś się przyzwyczaisz. - westchnął menadżer chłopców, Paul. Chłopcy zapoznali mnie z Higginsem tak samo jak z Joshem. 
-Gdzie moja ślicznotka? - rozmarzył się Zayn. 
-Poszła, bo musi się przygotować na nowy koncert, pół móżdżku. - puknęłam go w głowę. 
-Eej, to nie było miłe. - przejechał ręką po czole, aby załagodzić "ból".
-Właśnie, przecież nie tyka się w głowę Zayna Przystojniaka Malika. - powiedział Josh i chciał poczochrać idealnie ułożone włosy mulata, jednak gdy jego ręka była centymetr od pierwszych kosmyków, Zayn wysyczał szybkie "Nawet. Nie. Próbuj.", a Josh zaprzestał swojego zamiaru.
-Debile. - mruczał pod nosem Paul. 
-Paul, jak tak możesz o nas mówić, to takie straszne, a myślałem, że mnie kochasz! - schował twarz w dłonie Louis, udając, że płacze. 
-Debilne debile. - kontynuował swoją "wypowiedź" menadżer. Przysłuchiwałam się tylko ich rozmowie i z politowaniem kręciłam głową. 
*następnego dnia*
Obudziły mnie pierwsze promienie słońce wpadające przez okno do małej, szpitalnej salki. Od samego rana miałam doskonały humor, który jeszcze polepszała myśl, że dzisiaj już opuszczę moje dotychczasowe miejsce spania. 
-Niall śpiochu. - potrząsnęłam chłopakiem, który smacznie chrapał na krześle obok mnie. Kiedy zrezygnowana odwróciłam się, aby ułożyć kołdrę, złapał mnie za rękę i przyciągając usadził na kolanie.
-A panienka dokąd się wybiera?
-Do krainy żywych. - przeczesałam mu ręką włosy, które potem i tak sobie rozczochrał. 
-Nie możesz się przecież przemęczać. - grymasił Horan domyślając się moich poprzednich zamiarów. -Takie roboty to zostaw mnie.
-Niall, idioto, ścielić łóżko chyba mogę co? - pstryknęłam mu w nos po czym on zaczął mnie łaskotać. Uciekałam przed nim dobre dziesięć minut, gdy do sali wparował lekarz.
-No, no widzę, że pani to już nie może doczekać się powrotu. - zaśmiał się mężczyzna w białym fartuchu. - Spokojnie, już Was zostawiam. Spełniam tylko obietnicę - skierował swój wzrok na Nialla - i przynoszę zwolnienie z samego rana. 
-Ojej, a to już?! - podrapałam się zdziwiona w głowę, trzymając w ręce karteczkę.
-Jak widać. - powiedział doktor i skierował się w stronę drzwi.
-Proszę pana, niech pan zaczeka! - zatrzymałam go. - Chciałam tylko podziękować za to co pan i reszta personelu dla mnie zrobiła. Bez poprawnej opieki, badań i lekarstw mogłabym już dawno w grobie leżeć. - westchnęłam. - To chyba tyle... Proszę, niech pan przekaże wyrazy podziękowania reszcie ekipy. 
-Nie ma za co dziękować, to w końcu moja praca. Tylko pamiętaj, że jak nie chcesz znowu być w tej świątyni bieli, to dbaj o siebie. 
-Jasne! Do widzenia i jeszcze raz dziękuję. 
-Do widzenia Sophie, do widzenia. 
*kilka minut później*
Świeże powietrze przelatywało przez moje nozdrza. Cieszyłam się powrotem do domu i tym, że mam przy sobie tak wiele nowych osób. Właśnie wraz z Niallem szliśmy jedną z londyńskich ulic, ponieważ ja uparłam się na spacer. 
-Absolutnie nie, chyba Cię coś w krzyżu połamało. - parsknął śmiechem Horan, kiedy dowiedział się o mojej prośbie. - Przejdziemy się na spacer, owszem, ale do samochodu. 
Takim oto sposobem szłam wraz z chłopakiem, baardzo wolno, do wozu znajdującego się na szczęście kilka minut drogi stąd. 
-Chodź, to na tym parkingu. - pociągnął mnie za rękę Niall, tak, że się o mało nie wywaliłam. Po chwili siedziałam razem z chłopakiem w samochodzie i napawałam się tak dawno nie widzianymi przeze mnie widokami. Mieliśmy włączone radio, przecież oboje nie wytrzymamy bez muzyki. Usłyszałam głośniejsze tony i oderwałam głowę od szyby. 
-"Locked Out Of Heaven". - uśmiechnęłam się w stronę blondyna, który tylko kiwał w rytm głową i podśpiewywał sobie. Po chwili dotarła do mnie jedna rzecz - przecież Niall nie wie gdzie ja mieszkam.
-Niall, wiesz dokąd jechać? - zapytałam się. Chłopak zaśmiał się i pokiwał głową. 
-Kate, wiem doskonale gdzie, chyba znam adres mojego własnego miejsca zamieszkania. 
___________________________________________________________________________________
Witajcie kochani!
Rozdział 14. już za nami. Mam nadzieję, że wybaczycie mi tę chwilową nieobecność, ale takie będą się tutaj zdarzały coraz częściej. Wszystko przez to, że skończyły mi się ferie, i co tu krótko gadać - nauka. 
Przede wszystkim, chcę Wam gorąco podziękować za taką liczbę wejść! Nigdy nie spodziewałam się, że mój blog zostanie zauważony i - tak mi się wydaje - doceniony. Uwielbiam te wszystkie komentarze, które przynoszą mi tyle motywacji i radości, proszę Was o więcej! 
To chyba na tyle. Koocham Waas i PAMIĘTAJ - CZYTASZ = KOMENTUJESZ! :3 // Niazza

wtorek, 5 lutego 2013

Rozdział 13.

~Niall~
Przychodząc z samego rana do szpitala zastałem Kate śpiącą. Uśmiechnąłem się na ten widok i delikatnie pocałowałem jej policzek. Podszedłem do małego krzesełka i zostawiłem tam rzeczy, które jej przyniosłem, a gdy się odwróciłem zobaczyłem cudowną istotę wlepiającą we mnie swoje równie śliczne oczy. 
-Hej. - przywitałem się po czym usiadłem obok niej. - Wyspałaś się? - w odpowiedzi dostałem tylko delikatne kiwanie głową. 
-Jaki dzień tygodnia dzisiaj mamy? - mruknęła dziewczyna zaspanym głosem. 
-Czwartek. Jutro wychodzisz. Cieszysz się?
-Szczerze? - westchnęła. - Nie bardzo. Nie chcę wracać do tego pustego domu... I do szkoły też mi się nie spieszy. - wzdrygnęła się. 
-Do jakiej szkoły? Ominęłyście ostatnie dni przed feriami, farciaro. - rozczochrałem jej włosy, a kiedy ona wystawiła mi język, ja zrobiłem obrażoną minę i odwróciłem się tyłem, udając naburmuszonego.
-Oj, nie gniewaj się. - usłyszałem jak wstaje i po chwili poczułem jak jej ciepłe ręce mnie oplatają. 
-Nie będę się gniewał, jak ty nie będziesz smutna. - odwróciłem się i spojrzałem jej w oczy.
-To obiecuję, że nie będę smutna. - uśmiechnęła się, a ja musnąłem jej usta. 
-To już nie jestem zły. 
-Znakomicie, a teraz idź do lekarza i zapytaj się czy na pewno jutro będę mogła wyjść. - ponagliła mnie brunetka. Zrobiłem to, o co mnie prosiła i po chwili znalazłem się w gabinecie osoby która zajmowała się Kate.
-Dzień dobry. - wyciągnąłem rękę.
-Ah, to pan. - powiedział pan Dofrey ściskając ją. -Co pana znowu do mnie sprowadza?
-Kate martwi się czy na pewno jutro będzie mogła wyjść i wysłała mnie do pana z tym pytaniem. - zaśmiałem się. 
-Tak, na pewno jutro wyjdzie. - zawtórował mi doktor. -W czymś jeszcze mogę pomóc?
-Nie. - odpowiedziałem ciągle z uśmiechem na ustach i po pożegnaniu wymaszerowałem z pokoiku. 
-I jak? - rzuciła się na mnie brunetka, kiedy tylko ujrzała mnie w drzwiach. 
-Niestety, ostatnie badania źle wyszły i nic z tego. - posmutniałem w sekundzie. 
-Naprawdę? - słyszałem jak łamał jej się głos. 
-Nie, żartowałem. - podniosłem ją i obkręciłem dookoła. -Poczekaj jeszcze trochę, bądź cierpliwa. Wytrzymasz do jutra? - ona tylko ze śmiechem pokiwała głową. 
-Niall? - zapytała się mnie. 
-Słucham kotku?
-A obiecujesz, że jak wyjdę to ciągle będziesz przy mnie? I że niezależnie od tego jak długie będziesz miał trasy koncertowe nie zapomnisz o mnie? 
-Co za pytanie! - stuknąłem ją w głowę. -Oczywiście, że obiecuję, a nawet bez tego i tak będę i nigdy nie zapomnę! 
-To znakomicie. - wpiła się w moje usta. 
-UUUUUUU GOŁĄBEECZKII! - usłyszeliśmy głos za sobą i natychmiast się odwróciliśmy. 
__________________________________________________________________________________
BOŻE, BOŻE, BOŻE! Co za krótka masakra o niczym mi wyszła. Przepraszam Was za to, ale brak weny, a nie chcę Was znowu zostawiać tyle czasu bez rozdziału. Wybaczycie? OBY. Kocham Was i dziękuję za wszystkie komentarze i wejścia, nawet nie wiecie jak wiele motywacji mi dajecie przez to. PAMIĘTAJ - CZYTASZ = KOMENTUJESZ! //Niazza

poniedziałek, 4 lutego 2013

Rozdział 12.

~oczami Nialla~
    Przespaliśmy wtuleni w siebie całą noc. Cieszyłem się, i to cholernie, że już nie muszę się martwić o to, czy ona odwzajemni moje uczucia. Jedyne pytanie, które sobie stawiałem w myśli to "Czy to aby nie dzieje się za szybko?". Przecież nie chciałem jej skrzywdzić. Pocieszała mnie myśl, że Hazz i Sophie znają się tyle samo, a są razem i widać miłość, która ich otaczała ciaśniej z każdym momentem spędzonym wspólnie. 
    Dzisiaj Sophie miała być wypisana ze szpitala. Harry od samego rana chodził cały w skowronkach i pomagał jej się pakować, a ja latałem od lekarza do sali szpitalnej w celu zadania człowiekowi pytań od Stylesa. Widziałem rosnące poddenerwowanie w jego oczach za każdym razem kiedy przychodziłem, ale czego się nie robi dla najlepszego kumpla?
*kilka godzin potem*
~perspektywa Kate~
-Pa Sophie, leć wypoczywać, i uważaj na siebie! - przytulałam ją na pożegnanie. 
-Jasne, myślę, że Harry mi nie da zrobić nic szalonego. - mrugnęła do niego. -Ty też leż, jasne?
-Jak słońce szefie! - zaśmiałam się, a za chwile opadłam na łóżko. 
-To był męczący ranek! - westchnęłam siadając wygodnie. 
-No tak, pewnie bardzo się zmęczyłaś oglądając jak latamy z Harrym i pomagamy twojej przyjaciółce, co? - powiedział blondyn z uśmiechem na ustach. Prychnęłam tylko.
-Ta robota jest bardzo wyczerpująca, nawet nie wiesz jak! 
-Wyobrażam sobie i łączę się w bólu. - przytulił mnie delikatnie. Uwielbiałam jego uściski, mimo tego, że mogłam je na sobie czuć dopiero od tych paru dni.
-To co dzisiaj robimy? - zapytałam się czując napływającą nudę.
-Słyszałaś co mówiła doktor Sophie, dzisiaj leżymy w łóżeczku! - starał się poważnie powiedzieć chłopak, przez co tylko przyprawiał mnie o większy śmiech.
-Oh, panie Horan, ale to takie nudne zajęcie! - zaczęliśmy mówić staroświecko i poważnie, a frajdy mieliśmy przy tym co nie miara. W idealnym momencie, bo gdy skończyliśmy rozmowę, do sali wszedł lekarz.
-Obchód. - mruknął Niall takim tonem, abym tylko ja dosłyszała. Pokiwałam tylko lekko głową i po chwili zostałam zapytana pytaniami o to jak się czuję i czy cokolwiek mnie boli.
-No cóż, panno... 
-Proszę mi mówić Sophie. - przerwałam jemu i uśmiechnęłam się.
-Dobrze. Więc, Sophie, pielęgniarki i inni pacjenci skarżą się na krzyki z pani sali, więc wnioskuję, że rzeczywiście jest coraz lepiej.
-Czy to oznacza, że w niedługim czasie będzie mogła wyjść? - zerknął na człowieka blondyn. 
-Nie chcę nic obiecywać, ale wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście, wkrótce będzie można się zgłosić po wypis. - powiedział lekarz, stawiając jakieś kreski w notesie, który zawsze miał przy sobie, a po chwili zostawił mnie i Horana napawających się chwilą radości.
-To co kochanie. - musnął moje włosy Niall. - Niedługo będziesz mogła wrócić do domu.  - Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym, że ten dom już nie będzie tym samym miejscem. Nie będzie w nim rodziców, bez których sama nie dam sobie rady. No bo powiedzcie - czy chcielibyście, aby osoby, z którymi jesteście niesamowicie zżyci opuścili Was, wyjechali nie wiadomo dokąd i na ile, i zostawili Was samych w domu? Podejrzewam, że znalazłoby się parę chętnych osób, ale ja do nich nie należałam. I tyle. Ale, koniec. Poznając Nialla i zespół postanowiłam, że zacznę realizować jedną życiową zasadę, a mianowicie - nie będę żyła ani przeszłością ani przyszłością, tylko teraźniejszością. I jak chciałam, tak zrobię. 
-Kate? - usłyszałam cichy głos, który wyrwał mnie z zamyśleń. 
-Tak? - odwróciłam się tak, aby widzieć twarz chłopaka.
-Już się nie mogę doczekać momentu kiedy wyjdziesz. - uśmiechnął się. Ten uśmiech - taki jeden, mały gest - dawał mi tyle radości. Wprowadzał w moje życie tyle szczęścia, entuzjazmu i optymizmu jak jeszcze nigdy nic mi nie dawało. To za to wszystko uwielbiałam, kochałam Nialla. Za to, kim był i co robił takimi najdrobniejszymi szczegółami. Za to, że to mój Irlandczyk z krwi i kości. Za to, że jest urodzony by śpiewać i by być ideałem. Za to, że to Niall Horan.
__________________________________________________________________________________
Zastanawiałam się nad zakończeniem tego rozdziału, ale wybrałam właśnie taki jaki jest, i z ręką na sercu powiem, że to najlepsze rozwiązanie.
Więc, kochany Naleśniku! Pytasz mnie, czy akcja aby nie za szybko się dzieje. Bez bicia, przyznaję się, że sama nie wiem i też nad tym samym się zastanawiam. Myślę, że wiesz, że nie mam określonych godzin, kiedy piszę. Są takie momenty, kiedy po prostu dopada mnie wena, a wtedy, nie zastanawiam się nawet nad tym co piszę. Wodzę tylko palcami po klawiaturze i w odpowiedniej dla mnie chwili kończę. Właśnie tak powstały te wszystkie rozdziały. Ale myślę, że ta historia rozwija się słusznie i w dobrym kierunku. Całkowicie ufam mojemu sercu i wyobraźni, dlatego podczas pisania to one przewodzą i to tak naprawdę one piszą to wszystko co ja piszę. A ich nie mogę zmienić. Jeżeli dla Ciebie akcja rozwija się za szybko - naprawdę nie wiem, co zrobić, jednak historia przygotowana w mojej głowie, najwidoczniej tak ma się toczyć. PAMIĘTAJ, CZYTASZ = KOMENTUJESZ :3 //Niazza

sobota, 2 lutego 2013

Rozdział 11.

-No więc, słucham. - założyłam ręce na piersi i oczekiwałam na jakikolwiek dźwięk z ich ust.
-Bo my z tatą...
-No powiecie, czy będziecie tak się ze mną jeszcze trochę bawili? - zapytałam poddenerwowana samą myślą na nową informację.
-Bo my z tatą musimy wyjechać. Sprawy służbowe, mam nadzieję, że rozumiesz kochanie. - uśmiechnęła się delikatnie kobieta.
-Na ile? - zapytałam cała się trzęsąc. 
-Nie wiadomo. - tym razem odezwał się ojciec. - Ale raczej zapowiada się długi wyjazd. - Nie mogłam w to uwierzyć. Niby to nic, prawda? Niby tylko wyjazd rodziców, tak? Dla mnie to za nadto. Moi rodzice - wiecznie zapracowane osoby, które rzadko kiedy znajdą czas na rozmowę ze swoją córką - teraz oznajmiają, że wyjeżdżają na dosyć długo. Mówią, że jestem dorosła, samodzielna, dam radę. A jednak - nie dam rady bez mamy i taty. 
-Wszystko ok? - spojrzał na mnie z troską Niall. Zdziwiłam się jego reakcją, przecież powinnam być dla niego nikim. 
-Nie bardzo. - przyznałam. - Czuję się, jakby mój cały świat się zawalił, za bardzo kocham moich rodziców, żeby żyć bez nich, poza tym boję się, nie chcę mieszkać sama, to wszystko, to mnie przerasta. 
-Ale uspokój się! - odetchnęła opanowana mama. - Czy naprawdę chłopcy nic Ci nie mówili? - pokiwałam tylko przecząco głową, po czym z ust mojego taty wydobyło się westchnienie. 
-Niall, Harry, to była Wasza działka. - zwrócił się do chłopców. Oni tylko usiedli obok mnie z grymasami i narzekali:
-To miała być niespodzianka! - drapał się po głowie Niall. 
-Tak, miała... - potakiwał mu Harry, a ja patrzyłam na nich ze zdziwieniem. 
-Czy ktoś mi tutaj, do cholery, może powiedzieć co się dzieje?! - krzyknęłam. Cała sala jednak wypełniła się uśmiechami, a blondyn szepnął mi na ucho: 
-Niespodzianka niespodzianką będzie. - wygodniej ułożyłam się ze zrezygnowaniem w łóżku. 
-Coś jeszcze macie mi do powiedzenia? - spojrzałam na nich. Odpowiedzi nie było, co przyjęłam za 'nie' i powróciłam do normalnej rozmowy z rodzicami. 

*kilka godzin potem*

Chwila pożegnania szpitalnego była dla mnie chwilą pożegnania ze łzami. W końcu moi rodzice wyjeżdżają, nie wiadomo na ile, nie wiadomo gdzie, nie interesowałam się tym. Jedyne czego wtedy pragnęłam to ich powrotu, pomimo tego, że nawet nie wyjechali. 
-Pa kochanie. - przytulała mnie do siebie po raz setny dzisiejszego popołudnia mama, sprawiając tym samym, że jej koszulka była cała w mych łzach. -Nie płacz, przecież będziemy pisali, a w końcu wrócimy! - próbowała być silna, jednak w jej oczach dostrzegałam wodę. Następnie przyszedł czas na tatę. Moment był równie wzruszający i nie chciany jak i ten maminy. 
-Skarbie, wszystko ok? - zerknął mnie Niall, gdy ledwo trzymając się na nogach, machałam ręką za oddalającymi się rodzicami.
-Tak, mniej więcej tak. - starłam z policzka ostatnie łzy i wtuliłam się w żarłoka. -Dziękuję Ci.
-Za co? - zdziwił się lekko, ale odwzajemnił uścisk. 
-Za to, że jesteś. - spojrzałam mu w oczy. - Za to, że pomagasz. - przybliżyłam się. -Za to, że mam kogo kochać. - musnęłam jego usta moimi i odwróciłam się zawstydzona. Wyszeptałam jedynie "przepraszam" i zagrzebałam twarz w rękach.
-Kotku, nic się nie stało. - poczułam jego ręce na mojej twarzy. Słyszałam jak robi kroki, a potem klęka przede mną, a za chwilę odsłonił moją zapłakaną mordkę. - Nic się nie stało, bo ja tego cholernie chciałem....
______________________________________________________________
No i jak? Rozdział 11 już za nami. Taak, wiem, kolejny krótki, bezsensowny wytwór Niazzy, ale chyba trzeba coś wrzucać prawda? Nie gniewajcie się <3 Jak po urodzinach Hazzy? Czekam na komentarze, bo PAMIĘTAJ, CZYTASZ = KOMENTUJESZ. //Niazza