poniedziałek, 4 lutego 2013

Rozdział 12.

~oczami Nialla~
    Przespaliśmy wtuleni w siebie całą noc. Cieszyłem się, i to cholernie, że już nie muszę się martwić o to, czy ona odwzajemni moje uczucia. Jedyne pytanie, które sobie stawiałem w myśli to "Czy to aby nie dzieje się za szybko?". Przecież nie chciałem jej skrzywdzić. Pocieszała mnie myśl, że Hazz i Sophie znają się tyle samo, a są razem i widać miłość, która ich otaczała ciaśniej z każdym momentem spędzonym wspólnie. 
    Dzisiaj Sophie miała być wypisana ze szpitala. Harry od samego rana chodził cały w skowronkach i pomagał jej się pakować, a ja latałem od lekarza do sali szpitalnej w celu zadania człowiekowi pytań od Stylesa. Widziałem rosnące poddenerwowanie w jego oczach za każdym razem kiedy przychodziłem, ale czego się nie robi dla najlepszego kumpla?
*kilka godzin potem*
~perspektywa Kate~
-Pa Sophie, leć wypoczywać, i uważaj na siebie! - przytulałam ją na pożegnanie. 
-Jasne, myślę, że Harry mi nie da zrobić nic szalonego. - mrugnęła do niego. -Ty też leż, jasne?
-Jak słońce szefie! - zaśmiałam się, a za chwile opadłam na łóżko. 
-To był męczący ranek! - westchnęłam siadając wygodnie. 
-No tak, pewnie bardzo się zmęczyłaś oglądając jak latamy z Harrym i pomagamy twojej przyjaciółce, co? - powiedział blondyn z uśmiechem na ustach. Prychnęłam tylko.
-Ta robota jest bardzo wyczerpująca, nawet nie wiesz jak! 
-Wyobrażam sobie i łączę się w bólu. - przytulił mnie delikatnie. Uwielbiałam jego uściski, mimo tego, że mogłam je na sobie czuć dopiero od tych paru dni.
-To co dzisiaj robimy? - zapytałam się czując napływającą nudę.
-Słyszałaś co mówiła doktor Sophie, dzisiaj leżymy w łóżeczku! - starał się poważnie powiedzieć chłopak, przez co tylko przyprawiał mnie o większy śmiech.
-Oh, panie Horan, ale to takie nudne zajęcie! - zaczęliśmy mówić staroświecko i poważnie, a frajdy mieliśmy przy tym co nie miara. W idealnym momencie, bo gdy skończyliśmy rozmowę, do sali wszedł lekarz.
-Obchód. - mruknął Niall takim tonem, abym tylko ja dosłyszała. Pokiwałam tylko lekko głową i po chwili zostałam zapytana pytaniami o to jak się czuję i czy cokolwiek mnie boli.
-No cóż, panno... 
-Proszę mi mówić Sophie. - przerwałam jemu i uśmiechnęłam się.
-Dobrze. Więc, Sophie, pielęgniarki i inni pacjenci skarżą się na krzyki z pani sali, więc wnioskuję, że rzeczywiście jest coraz lepiej.
-Czy to oznacza, że w niedługim czasie będzie mogła wyjść? - zerknął na człowieka blondyn. 
-Nie chcę nic obiecywać, ale wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście, wkrótce będzie można się zgłosić po wypis. - powiedział lekarz, stawiając jakieś kreski w notesie, który zawsze miał przy sobie, a po chwili zostawił mnie i Horana napawających się chwilą radości.
-To co kochanie. - musnął moje włosy Niall. - Niedługo będziesz mogła wrócić do domu.  - Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym, że ten dom już nie będzie tym samym miejscem. Nie będzie w nim rodziców, bez których sama nie dam sobie rady. No bo powiedzcie - czy chcielibyście, aby osoby, z którymi jesteście niesamowicie zżyci opuścili Was, wyjechali nie wiadomo dokąd i na ile, i zostawili Was samych w domu? Podejrzewam, że znalazłoby się parę chętnych osób, ale ja do nich nie należałam. I tyle. Ale, koniec. Poznając Nialla i zespół postanowiłam, że zacznę realizować jedną życiową zasadę, a mianowicie - nie będę żyła ani przeszłością ani przyszłością, tylko teraźniejszością. I jak chciałam, tak zrobię. 
-Kate? - usłyszałam cichy głos, który wyrwał mnie z zamyśleń. 
-Tak? - odwróciłam się tak, aby widzieć twarz chłopaka.
-Już się nie mogę doczekać momentu kiedy wyjdziesz. - uśmiechnął się. Ten uśmiech - taki jeden, mały gest - dawał mi tyle radości. Wprowadzał w moje życie tyle szczęścia, entuzjazmu i optymizmu jak jeszcze nigdy nic mi nie dawało. To za to wszystko uwielbiałam, kochałam Nialla. Za to, kim był i co robił takimi najdrobniejszymi szczegółami. Za to, że to mój Irlandczyk z krwi i kości. Za to, że jest urodzony by śpiewać i by być ideałem. Za to, że to Niall Horan.
__________________________________________________________________________________
Zastanawiałam się nad zakończeniem tego rozdziału, ale wybrałam właśnie taki jaki jest, i z ręką na sercu powiem, że to najlepsze rozwiązanie.
Więc, kochany Naleśniku! Pytasz mnie, czy akcja aby nie za szybko się dzieje. Bez bicia, przyznaję się, że sama nie wiem i też nad tym samym się zastanawiam. Myślę, że wiesz, że nie mam określonych godzin, kiedy piszę. Są takie momenty, kiedy po prostu dopada mnie wena, a wtedy, nie zastanawiam się nawet nad tym co piszę. Wodzę tylko palcami po klawiaturze i w odpowiedniej dla mnie chwili kończę. Właśnie tak powstały te wszystkie rozdziały. Ale myślę, że ta historia rozwija się słusznie i w dobrym kierunku. Całkowicie ufam mojemu sercu i wyobraźni, dlatego podczas pisania to one przewodzą i to tak naprawdę one piszą to wszystko co ja piszę. A ich nie mogę zmienić. Jeżeli dla Ciebie akcja rozwija się za szybko - naprawdę nie wiem, co zrobić, jednak historia przygotowana w mojej głowie, najwidoczniej tak ma się toczyć. PAMIĘTAJ, CZYTASZ = KOMENTUJESZ :3 //Niazza

2 komentarze:

  1. Eh kocham Cię mój CzarnyKociee ;* Pisz dalej dalej mała ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. :)
    Dobła, mówi się trudno, jakoś się dostosuje :D
    Co do rozdziału bardzo mi się podoba! Już nie moge się doczekać, kiedy Kate wyjdzie ze szpitala ;p
    Pozdrawiam i życzę weny!
    -Nalesnik Mmm...

    OdpowiedzUsuń