~Niall~
Przychodząc z samego rana do szpitala zastałem Kate śpiącą. Uśmiechnąłem się na ten widok i delikatnie pocałowałem jej policzek. Podszedłem do małego krzesełka i zostawiłem tam rzeczy, które jej przyniosłem, a gdy się odwróciłem zobaczyłem cudowną istotę wlepiającą we mnie swoje równie śliczne oczy.
-Hej. - przywitałem się po czym usiadłem obok niej. - Wyspałaś się? - w odpowiedzi dostałem tylko delikatne kiwanie głową.
-Jaki dzień tygodnia dzisiaj mamy? - mruknęła dziewczyna zaspanym głosem.
-Czwartek. Jutro wychodzisz. Cieszysz się?
-Szczerze? - westchnęła. - Nie bardzo. Nie chcę wracać do tego pustego domu... I do szkoły też mi się nie spieszy. - wzdrygnęła się.
-Do jakiej szkoły? Ominęłyście ostatnie dni przed feriami, farciaro. - rozczochrałem jej włosy, a kiedy ona wystawiła mi język, ja zrobiłem obrażoną minę i odwróciłem się tyłem, udając naburmuszonego.
-Oj, nie gniewaj się. - usłyszałem jak wstaje i po chwili poczułem jak jej ciepłe ręce mnie oplatają.
-Nie będę się gniewał, jak ty nie będziesz smutna. - odwróciłem się i spojrzałem jej w oczy.
-To obiecuję, że nie będę smutna. - uśmiechnęła się, a ja musnąłem jej usta.
-To już nie jestem zły.
-Znakomicie, a teraz idź do lekarza i zapytaj się czy na pewno jutro będę mogła wyjść. - ponagliła mnie brunetka. Zrobiłem to, o co mnie prosiła i po chwili znalazłem się w gabinecie osoby która zajmowała się Kate.
-Dzień dobry. - wyciągnąłem rękę.
-Ah, to pan. - powiedział pan Dofrey ściskając ją. -Co pana znowu do mnie sprowadza?
-Kate martwi się czy na pewno jutro będzie mogła wyjść i wysłała mnie do pana z tym pytaniem. - zaśmiałem się.
-Tak, na pewno jutro wyjdzie. - zawtórował mi doktor. -W czymś jeszcze mogę pomóc?
-Nie. - odpowiedziałem ciągle z uśmiechem na ustach i po pożegnaniu wymaszerowałem z pokoiku.
-I jak? - rzuciła się na mnie brunetka, kiedy tylko ujrzała mnie w drzwiach.
-Niestety, ostatnie badania źle wyszły i nic z tego. - posmutniałem w sekundzie.
-Naprawdę? - słyszałem jak łamał jej się głos.
-Nie, żartowałem. - podniosłem ją i obkręciłem dookoła. -Poczekaj jeszcze trochę, bądź cierpliwa. Wytrzymasz do jutra? - ona tylko ze śmiechem pokiwała głową.
-Niall? - zapytała się mnie.
-Słucham kotku?
-A obiecujesz, że jak wyjdę to ciągle będziesz przy mnie? I że niezależnie od tego jak długie będziesz miał trasy koncertowe nie zapomnisz o mnie?
-Co za pytanie! - stuknąłem ją w głowę. -Oczywiście, że obiecuję, a nawet bez tego i tak będę i nigdy nie zapomnę!
-To znakomicie. - wpiła się w moje usta.
-UUUUUUU GOŁĄBEECZKII! - usłyszeliśmy głos za sobą i natychmiast się odwróciliśmy.
__________________________________________________________________________________
BOŻE, BOŻE, BOŻE! Co za krótka masakra o niczym mi wyszła. Przepraszam Was za to, ale brak weny, a nie chcę Was znowu zostawiać tyle czasu bez rozdziału. Wybaczycie? OBY. Kocham Was i dziękuję za wszystkie komentarze i wejścia, nawet nie wiecie jak wiele motywacji mi dajecie przez to. PAMIĘTAJ - CZYTASZ = KOMENTUJESZ! //Niazza
-Dzień dobry. - wyciągnąłem rękę.
-Ah, to pan. - powiedział pan Dofrey ściskając ją. -Co pana znowu do mnie sprowadza?
-Kate martwi się czy na pewno jutro będzie mogła wyjść i wysłała mnie do pana z tym pytaniem. - zaśmiałem się.
-Tak, na pewno jutro wyjdzie. - zawtórował mi doktor. -W czymś jeszcze mogę pomóc?
-Nie. - odpowiedziałem ciągle z uśmiechem na ustach i po pożegnaniu wymaszerowałem z pokoiku.
-I jak? - rzuciła się na mnie brunetka, kiedy tylko ujrzała mnie w drzwiach.
-Niestety, ostatnie badania źle wyszły i nic z tego. - posmutniałem w sekundzie.
-Naprawdę? - słyszałem jak łamał jej się głos.
-Nie, żartowałem. - podniosłem ją i obkręciłem dookoła. -Poczekaj jeszcze trochę, bądź cierpliwa. Wytrzymasz do jutra? - ona tylko ze śmiechem pokiwała głową.
-Niall? - zapytała się mnie.
-Słucham kotku?
-A obiecujesz, że jak wyjdę to ciągle będziesz przy mnie? I że niezależnie od tego jak długie będziesz miał trasy koncertowe nie zapomnisz o mnie?
-Co za pytanie! - stuknąłem ją w głowę. -Oczywiście, że obiecuję, a nawet bez tego i tak będę i nigdy nie zapomnę!
-To znakomicie. - wpiła się w moje usta.
-UUUUUUU GOŁĄBEECZKII! - usłyszeliśmy głos za sobą i natychmiast się odwróciliśmy.
__________________________________________________________________________________
BOŻE, BOŻE, BOŻE! Co za krótka masakra o niczym mi wyszła. Przepraszam Was za to, ale brak weny, a nie chcę Was znowu zostawiać tyle czasu bez rozdziału. Wybaczycie? OBY. Kocham Was i dziękuję za wszystkie komentarze i wejścia, nawet nie wiecie jak wiele motywacji mi dajecie przez to. PAMIĘTAJ - CZYTASZ = KOMENTUJESZ! //Niazza
Ooo!
OdpowiedzUsuńOj tam, oj tam.
Nie ważne, że krótki ważne, że jest!
Fajnie , że im wszystkim się ułożyło.
Ciekawi mnie kto to krzyczał, ale mam nadzieję, że niedługo się dowiem.
Pozdrawiam i zyczę weny!
-Nalesnik Mmm...
:)
OdpowiedzUsuń