wtorek, 12 lutego 2013

Rozdział 14.

-Louis, Liam, Zayn! - oderwałam się od ciągle zaskoczonego Nialla i podbiegłam do naszych gości. - Co wy tutaj robicie?!
-Przyszliśmy odwiedzić naszą chorą. - pstryknął mi palcem w nos Lou, a ja odwdzięczyłam się mu czochrając jego kudły.
-No i chcieliśmy Ci kogoś przedstawić. - uśmiechnął się cwaniacko Zayn, po czym do sali weszły jeszcze trzy osoby.
-Hej, jestem Danielle, to jest Perrie i Eleanor. - przywitała się dziewczyna Liama.
-Cześć dziewczyny! Miło Was poznać, no wiecie... w realu. - zaśmiałam się, a one mi zawtórowały.
-Ej, my tutaj też jesteśmy. - wyłonili się zza drzwi Hazz i Sophie.
-Hej Soph! - przytuliłam przyjaciółkę.
-Dobra, to my porywamy Twojego kochasia. - odezwał się Louis.
-Jasne, tylko Liam, pilnuj ich. - spojrzałam błagalnym wzrokiem na Payne'a na co on tylko westchnął i teatralnie kiwnął głową. Wychodząc z pokoju, chłopak odwrócił się i spojrzał na Dani i powiedział:
-Danielle, ja pilnuję chłopaków, a ty pilnuj dziewczyn.
-Jasne skarbie. - posłała mu buziaka i z powrotem spojrzała się na mnie.
-Jak Ci się leży w tym szpitalu? - rozejrzała się dookoła siebie El.
-Powiem szczerze, że byłoby fajnie, gdyby nie te wszystkie codzienne badania.
-Niall jeszcze nie zaczął wybrzydzać, że źle tutaj karmią? - spojrzała na mnie z uśmiechem Perrie.
-On ciągle wybrzydza. - parsknęłam śmiechem. - Ale co do kwestii jedzenia, to postanowił przynosić swoje własne.
-To dopiero żarłok. - odezwała się Danielle. Wszystkie się z nią zgodziłyśmy.
-Sophie, a ty już poznałaś dziewczyny? - zapytałam się blondynki.
-A wyobraź sobie, że tak, udało się nam raz spotkać. - mrugnęła okiem w stronę pozostałych. Uśmiechnęłam się tylko i zaczęłam dalej rozmawiać z dziewczynami. 
*parę godzin później*
-HAHAHAHA, PAMIĘTAM TEN MOMENT JAK ŚMIAŁYŚMY SIĘ Z TEGO W DOMU RAZEM Z SOPHIE!! - śmiałam się wraz z dziewczynami. Bardzo przyjemnie mi się z nimi rozmawiało i chyba znalazłyśmy wspólny język. Cały czas rozmawiałyśmy o pasji, którą łączę z Danielle - tańczeniu, oraz o pasji którą razem z Soph łączy nas z Eleanor - modzie. Kiedy te tematy nam się znudziły zaczęłyśmy opowiadać śmieszne sytuacje chłopaków i ogólnie o nich mówić. 
-Dobra, dziewczyny, my tu gadu-gadu, a chłopcy coś długo siedzą na tym mieście. - podrapała się w głowę Danielle i zerknęła na telefon. 
-MATKO! - przeraziła się. - DZIEWCZYNY, MUSZĘ SPADAĆ, SPÓŹNIĘ SIĘ NA PRÓBĘ TAŃCA PRZED X-FACTOREM, ZABIJĄ MNIE!!!! 
-Dan, uspokój się. Jak się człowiek spieszy to się diabeł cieszy. - zacytowałam polskie przysłowie. Dziewczyny spojrzały na mnie pytającą miną. -Ehh, no tak, nie wspominałam. Jestem w połowie polką - moja mama jest z tego kraju, tata natomiast jest Anglikiem. Dobra, ty leć, bo rzeczywiście kiepsko by było jakbyś nie zdążyła. 
-Dobra, biegnę. Kocham Was, przekażcie Liasiowi buziaki i powiedzcie mu, że wieczorem to niego wpadnę. - zgarnęła szybko swoją torbę i płaszcz i ślizgając się wybiegła z sali. 
-Ja też się będę zbierała. - westchnęła El i pocałowała mnie w policzek. 
-Szkoda... - odpowiedziałam. - Cześć, mam nadzieję, że zobaczymy się nie długo! - przytuliłam ją i po chwili jej perfekcyjna sylwetka oddalała się równym krokiem. 
-Ja chyba również pójdę. - wstała Sophie, ale ja natychmiast kazałam jej usiąść. -ŻARTOWAŁAM CZUBIE! - śmiała się blondynka. 
-To tak sobie nie żartuj, już myślałam, że będę musiała siedzieć sama dopóki Ci idioci nie...
-Ładnie to tak mówić o swoich przyjaciołach? - prychnął Harry nonszalancko opierając się o framugę drzwi. Widziałam ten zachwyt w oczach Sophie. Wiedziałam, że nie wierzyła, że rzeczywiście istniało to uczucie pomiędzy nią a tą seks bombą. 
-Kate, nie obraź się, ale my chyba już serio pójdziemy. - mruknęła szybko Sophie i złapała swojego chłopaka za rękę ciągnąc go w stronę wyjścia szpitalnego. 
-Zakochańce. - wkroczył zwinnym krokiem Lou. - Hej mała. Jak się czujesz? 
-Dobrze. - uśmiechnęłam się promiennie. - Nie wiem, czy wytrzymam jeszcze tą jedną noc w tej oazie czystości. Po co oni mnie tu tyle trzymają?!
-Dobrze wiesz, że to dla twojego zdrowia! - gadał Liam, który dopiero co wszedł do sali.
-Liam, nie bądź nudziarzem, przecież młoda się chce bawić i szaleć, prawda? - siadał na taborecie Zayn. Dostawałam już oczopląsu, bo co chwilę kolejna osoba wchodziła do sali i podchodziła do mnie. 
-Prawda, prawda. - mruknęłam. 
-Oj, wytrzymasz jeszcze, ze mną Ci się nie znudzi. - powiedział Niall, dumnie wypinając pierś. 
-SERIO, WIĘCEJ WAS MATKA NIE MIAŁA?! - krzyknęłam na nich ze śmiechem. 
-Jeszcze ja, jeszcze ja, nie zapominajcie o mnie! - wbiegł do sali... Josh Devine! 
-Josh, Kate, poznajcie się. - przytuliłam się do chłopaka, po czym znowu się położyłam i przymknęłam oczy, aby moja lekko obolała głowa przestała mi doskwierać, jednak jeszcze jeden głos zmusił mnie do otworzenia ślepi:
-Znam ten ból, kiedyś się przyzwyczaisz. - westchnął menadżer chłopców, Paul. Chłopcy zapoznali mnie z Higginsem tak samo jak z Joshem. 
-Gdzie moja ślicznotka? - rozmarzył się Zayn. 
-Poszła, bo musi się przygotować na nowy koncert, pół móżdżku. - puknęłam go w głowę. 
-Eej, to nie było miłe. - przejechał ręką po czole, aby załagodzić "ból".
-Właśnie, przecież nie tyka się w głowę Zayna Przystojniaka Malika. - powiedział Josh i chciał poczochrać idealnie ułożone włosy mulata, jednak gdy jego ręka była centymetr od pierwszych kosmyków, Zayn wysyczał szybkie "Nawet. Nie. Próbuj.", a Josh zaprzestał swojego zamiaru.
-Debile. - mruczał pod nosem Paul. 
-Paul, jak tak możesz o nas mówić, to takie straszne, a myślałem, że mnie kochasz! - schował twarz w dłonie Louis, udając, że płacze. 
-Debilne debile. - kontynuował swoją "wypowiedź" menadżer. Przysłuchiwałam się tylko ich rozmowie i z politowaniem kręciłam głową. 
*następnego dnia*
Obudziły mnie pierwsze promienie słońce wpadające przez okno do małej, szpitalnej salki. Od samego rana miałam doskonały humor, który jeszcze polepszała myśl, że dzisiaj już opuszczę moje dotychczasowe miejsce spania. 
-Niall śpiochu. - potrząsnęłam chłopakiem, który smacznie chrapał na krześle obok mnie. Kiedy zrezygnowana odwróciłam się, aby ułożyć kołdrę, złapał mnie za rękę i przyciągając usadził na kolanie.
-A panienka dokąd się wybiera?
-Do krainy żywych. - przeczesałam mu ręką włosy, które potem i tak sobie rozczochrał. 
-Nie możesz się przecież przemęczać. - grymasił Horan domyślając się moich poprzednich zamiarów. -Takie roboty to zostaw mnie.
-Niall, idioto, ścielić łóżko chyba mogę co? - pstryknęłam mu w nos po czym on zaczął mnie łaskotać. Uciekałam przed nim dobre dziesięć minut, gdy do sali wparował lekarz.
-No, no widzę, że pani to już nie może doczekać się powrotu. - zaśmiał się mężczyzna w białym fartuchu. - Spokojnie, już Was zostawiam. Spełniam tylko obietnicę - skierował swój wzrok na Nialla - i przynoszę zwolnienie z samego rana. 
-Ojej, a to już?! - podrapałam się zdziwiona w głowę, trzymając w ręce karteczkę.
-Jak widać. - powiedział doktor i skierował się w stronę drzwi.
-Proszę pana, niech pan zaczeka! - zatrzymałam go. - Chciałam tylko podziękować za to co pan i reszta personelu dla mnie zrobiła. Bez poprawnej opieki, badań i lekarstw mogłabym już dawno w grobie leżeć. - westchnęłam. - To chyba tyle... Proszę, niech pan przekaże wyrazy podziękowania reszcie ekipy. 
-Nie ma za co dziękować, to w końcu moja praca. Tylko pamiętaj, że jak nie chcesz znowu być w tej świątyni bieli, to dbaj o siebie. 
-Jasne! Do widzenia i jeszcze raz dziękuję. 
-Do widzenia Sophie, do widzenia. 
*kilka minut później*
Świeże powietrze przelatywało przez moje nozdrza. Cieszyłam się powrotem do domu i tym, że mam przy sobie tak wiele nowych osób. Właśnie wraz z Niallem szliśmy jedną z londyńskich ulic, ponieważ ja uparłam się na spacer. 
-Absolutnie nie, chyba Cię coś w krzyżu połamało. - parsknął śmiechem Horan, kiedy dowiedział się o mojej prośbie. - Przejdziemy się na spacer, owszem, ale do samochodu. 
Takim oto sposobem szłam wraz z chłopakiem, baardzo wolno, do wozu znajdującego się na szczęście kilka minut drogi stąd. 
-Chodź, to na tym parkingu. - pociągnął mnie za rękę Niall, tak, że się o mało nie wywaliłam. Po chwili siedziałam razem z chłopakiem w samochodzie i napawałam się tak dawno nie widzianymi przeze mnie widokami. Mieliśmy włączone radio, przecież oboje nie wytrzymamy bez muzyki. Usłyszałam głośniejsze tony i oderwałam głowę od szyby. 
-"Locked Out Of Heaven". - uśmiechnęłam się w stronę blondyna, który tylko kiwał w rytm głową i podśpiewywał sobie. Po chwili dotarła do mnie jedna rzecz - przecież Niall nie wie gdzie ja mieszkam.
-Niall, wiesz dokąd jechać? - zapytałam się. Chłopak zaśmiał się i pokiwał głową. 
-Kate, wiem doskonale gdzie, chyba znam adres mojego własnego miejsca zamieszkania. 
___________________________________________________________________________________
Witajcie kochani!
Rozdział 14. już za nami. Mam nadzieję, że wybaczycie mi tę chwilową nieobecność, ale takie będą się tutaj zdarzały coraz częściej. Wszystko przez to, że skończyły mi się ferie, i co tu krótko gadać - nauka. 
Przede wszystkim, chcę Wam gorąco podziękować za taką liczbę wejść! Nigdy nie spodziewałam się, że mój blog zostanie zauważony i - tak mi się wydaje - doceniony. Uwielbiam te wszystkie komentarze, które przynoszą mi tyle motywacji i radości, proszę Was o więcej! 
To chyba na tyle. Koocham Waas i PAMIĘTAJ - CZYTASZ = KOMENTUJESZ! :3 // Niazza

1 komentarz: